Nie
nawołujemy do tego, by w medycynie wprowadzać radykalne zmiany.
Oczekujemy natomiast, by nie deprecjonować homeopatii w imię jedynie
słusznej ideologii medycznej. Jeśli lekarzom homeopatom pozwoli
się działać, wartość stosowanej przez nich metody zweryfikuje samo
życie.
W swojej praktyce
lekarskiej niejednokrotnie spotykam się z powrotami stanów
emocjonalnych i fizycznych, doświadczanych przez pacjentów w
przeszłości. Powroty te, jak wynika z moich obserwacji, wyraźnie
wiążą się z zastosowanymi lekami homeopatycznymi. Pojedynczy nawrót
bólu, który wcześniej był odczuwany przez pacjenta przed dziesięcioma
laty w związku z wypadkiem samochodowym, a który ponownie wystąpił po
podaniu indywidualnie dobranego leku homeopatycznego, może być
oczywiście czystym zbiegiem okoliczności.
Drugie, podobnie
charakterystyczne zdarzenie u innego pacjenta, daje już jednak sporo
do myślenia. Jeśli zaś różnego rodzaju nawroty dawnych dolegliwości i
stanów emocjonalnych powtarzają się wielokrotnie u dziesiątek
pacjentów, zawsze wyraźnie w związku z zażytymi lekami
homeopatycznymi, trudno uznawać je za przypadek.
Zjawisko to jest niełatwe
do obiektywnego zbadania, ponieważ u każdego chorego wracają stany
dla niego charakterystyczne i nie zawsze muszą one pojawiać się przy
każdym podaniu tego samego leku. Znamienne jest jednak, że jeżeli owe
powroty dolegliwości występują, to przeważnie dzieje się tak w
początkowym okresie po zmianie leków i najczęściej szybko ustępują.
Często zaskakuje to pacjentów wyraźnie odczuwających te krótkie
nawroty. Przypisywanie wspomnianego efektu tylko sugestii wydaje się
mało racjonalne. Dlaczego grupa lekarzy homeopatów miałaby
dysponować tak szczególną siłą tej sugestii?
Podobne
cierpienie
Problem ze statystycznym
ujęciem opisanego fenomenu polega także na zmienności dolegliwości u
różnych osób i ich względnym podobieństwie do stanów, które pacjenci
już wcześniej odczuwali. To indywidualne podobieństwo dolegliwości, w
myśl wielu przesłanek, jest istotą leczenia homeopatycznego, a
jednocześnie stwarza problem zweryfikowania wpływu leków. Większość
homeopatów, którzy – jak każdy – chorują, przekonała się
o takim działaniu leków na siebie. Znani krytycy homeopatii, z
którymi miałem kontakt, nie próbowali tego ani wyjaśniać, ani tym
bardziej spróbować na sobie działania indywidualnie dobranych leków.
Negowali homeopatię dla zasady, opierając się na informacjach z
drugiej ręki, z punktu widzenia swojego paradygmatu i siłą własnego
– w tym kontekście trudnego do uznania za obiektywny –
autorytetu.
Pacjenci po nawrocie
dolegliwości wielokrotnie odczuwają zdecydowaną poprawę. Czy więc
wszystkie je można przypisać złudzeniom? Jeśli nawet tak, to trzeba
przyznać, że są to złudzenia logiczne i konsekwentne: to co
się pogarsza w pierwszej fazie po podaniu leku, później się poprawia.
Jakby specyfik wywoływał podobne cierpienie (homeo –
podobne, pathos – cierpienie), dające w efekcie poprawę
zdrowotną. Oczywiście nie jest to cudowny sposób na wszystkie
bolączki, lek musi być dobrany do stanu pacjenta, może się też
okazać, że sami homeopaci skąpo ordynujący specyfiki, w niewielkim
ułamku wykorzystują potencjał swojej metody. Jednak nawet przy tych
zastrzeżeniach pacjenci odczuwają ich działania na tyle skutecznie,
by trwać przy swoim lekarzu homeopacie niejednokrotnie latami.
Tłumaczenie takiego stanu rzeczy większą ilością poświęconego im
czasu wydaje się mało rozsądne i życzę sukcesów każdemu, kto chciałby
przekonać przerażonego rodzica, że jego choremu dziecku nic nie
dolega.
Przy okazji warto
również zastanowić się, kto trafia do lekarzy homeopatów.
Niejednokrotnie są to pacjenci, którzy wciąż chorują, byli
wielokrotnie leczeni konwencjonalnie i oni lub ich rodzice w
desperacji podejmują próbę terapii homeopatycznej. Pod opieką
homeopaty przestają tak często chorować. W przypadku dzieci zawsze
próbuje się to tłumaczyć określeniem typu: wyrosło. Skoro
jednak większość intensywnie korzystających z homeopatii dzieci
wyrasta z chorób, to może warto zaprosić homeopatów do
współpracy przy ich leczeniu?
Jatrogenne skutki
hospitalizacji i faszerowania farmaceutykami nie są wszak obojętne, a
tym bardziej zdrowe. W praktyce okazuje się, że chore dziecko może
sobie niejednokrotnie dać radę bez niezbędnych farmaceutyków
jedynie dzięki – jak określają to krytycy homeopatii –
zwykłemu placebo (co bez homeopatii wcale nie tak często się
udaje). Wprawdzie rodzice sami pokrywają koszty kuracji, ale z
ekonomicznego punktu widzenia byłoby to po prostu rozwiązanie tańsze,
co potwierdza zresztą słynny szwajcarski raport PEK, oceniający m.
in. ekonomiczne aspekty różnych gałęzi medycyny alternatywnej.
Wiarygodność
homeopatii
Podstawowym zarzutem kierowanym pod adresem homeopatii jest rzekomy
brak wiarygodności doświadczalnej i podstaw teoretycznych.
Szczególnie często wykorzystywanym argumentem przeciwników homeopatii
jest pojedyncza metaanaliza, opublikowana w 2005 roku przez
szwajcarskich badaczy w periodyku medycznym Lancet. Nikt z
krytyków zapewne nie zajrzał na stronę Europejskiego Komitetu
Homeopatii (ECH), gdzie omówione zostały inne badania, w tym
wcześniejsza metaanaliza, zamieszczona w tym samym Lancecie, w
której nie podważono skuteczności homeopatii. Przyjęte a priori
założenie, że leki homeopatyczne nie działają, potwierdzone jedną –
jak wkrótce się przekonamy – dyskusyjną metaanalizą, nie
usprawiedliwia odrzucenia wniosków płynących z pozostałych badań.
Czym innym jest nawet najlepsza metaanalityczna krytyka badań
klinicznych, nie najtrafniej dobranych z punktu widzenia istoty
metody, a czym innym samo potwierdzenie działania choćby jednego z
leków homeopatycznych. A takiego działania autorzy artykułu z Lancetu
nie podważają, zajmując się tylko statystykami efektów
klinicznych.
Metaanaliza dotycząca homeopatii opublikowana w czasopiśmie Lancet z
2005 roku w rzeczywistości wykorzystywała 8 badań wybranych z grupy
liczącej 110. Przekazując wnioski płynące z tej analizy, tzw.
popularna prasa podała nierzetelnie, iż była ona oparta na wszystkich
110 badaniach, które analizowano tylko w pierwszej fazie. W
wybranych przez naukowców badaniach względnie duża grupa osób
otrzymywała jeden, ten sam lek, co jest niezgodne z podstawową regułą
leczenia homeopatycznego, a mianowicie zasadą indywidualizacji. W
rzeczywistości takie badania nie odzwierciedlają obecnej
homeopatycznej praktyki medycznej i nie mogą służyć do zweryfikowania
metody.
Badania, o jakich mowa, były częścią szerszego Szwajcarskiego
Programu Oceny Medycyny Komplementarnej. Autorzy całego raportu
wnioskowali, że kliniczna skuteczność homeopatii jest prawdopodobna.
Przeciwne wnioski wyciągnęli autorzy omawianej metaanalizy, która
została oparta na tych samych badaniach.
Czy rzeczywiście nie ma żadnych badań potwierdzających działanie
leków homeopatycznych? W maju 2008 roku w Belgii uczestniczyłem w 63.
dorocznym kongresie Międzynarodowej Medycznej Ligi Homeopatycznej,
którego tematem była: Homeopatia oparta na dowodach
(Evidence Based Homeopathy). Zaprezentowano tam wiele ciekawych
doniesień dotyczących skuteczności homeopatii, popartych zarówno
rzetelnymi badaniami naukowymi, jak i obserwacjami klinicznymi.
Niestety, takie wyniki są marginalizowane, a w zalewie krytycznych
wypowiedzi giną głosy osób próbujących dokonać obiektywnej oceny
sytuacji i sugerujących, iż tego rodzaju doświadczenia dyskredytuje
się na rozmaite sposoby tylko dlatego, że ich pozytywne wyniki nie
pasują do obowiązujących poglądów. Wokół homeopatii narosło wiele
nieporozumień i uprzedzeń, które stwarzają złą atmosferę dla badań
w tej dziedzinie.
Trudność w badaniu wpływu leków homeopatycznych polega na tym, że
różne leki różnie oddziałują w różnych sytuacjach na różne osoby
(organizmy). Kto jednak odczuł na sobie i widział u innych działanie
homeopatycznie przygotowanych substancji, ten częstokroć zastanawia
się, jak to działanie wykorzystać w praktyce. Środowisko medyczne
zdaje się nie zauważać, a czasem nie dopuszczać możliwości, że
większość lekarzy homeopatów kieruje się tymi samymi przesłankami, co
zwykli lekarze: chęcią niesienia pomocy innym ludziom, którzy
w tym przypadku częstokroć nie mogli jej znaleźć na gruncie
powszechnie uznawanej medycyny.
Osoby negujące skutki leczenia homeopatycznego twierdzą, że nie może
ono działać, ponieważ dla takiego sposobu przygotowywania leków nie
ma żadnych przesłanek doświadczalnych i teoretycznych. Często przy
tym powołują się na fizykę, która jakoby nie dopuszcza przekazu
informacji poniżej rozcieńczeń, w których nie ma ani jednego atomu
substancji pierwotnej. Mogłoby to być prawdą, kiedy jako odniesienie
przyjmiemy szkolny model atomu, jednak świat ani nie kończy się na
atomach, ani się od nich nie zaczyna.
Od 1991 roku prowadzone są eksperymenty pod kierunkiem doktora nauk
biologicznych P. C. Endlera z Kolegium Międzyuniwersyteckiego
w Grazu nad wpływem leków homeopatycznych na kijanki żab. W ostatnio
ogłoszonym, zrandomizowanym według przyjętych standardów badaniu,
przeprowadzonym niezależnie przez trzy grupy badaczy, wykazano
statystycznie istotne działanie leku homeopatycznego na organizmy
zwierząt.
Porządkowanie
fraktali – hipotetyczny sposób działania homeopatii
Jakie wiarygodne teorie
naukowe mogłyby tłumaczyć i uzasadniać działanie homeopatii? Być może
sposobem wyjaśnienia tego problemu jest opis zjawisk przyrodniczych
przy użyciu fraktali – samopodobnych struktur. Struktury
organizmu, takie jak sieć naczyń płucnych, czy nerkowych, wykazują
cechy fraktalne, co więcej – powierzchnie, przynajmniej
niektórych białek, mają wymiar fraktalny, a dynamikę przebiegu wielu
procesów chemicznych w organizmie można opisać właśnie za pomocą
fraktali. Zaznaczmy to raz jeszcze: istota fraktala polega na
samopodobieństwie, a więc w jego najmniejszym fragmencie zawarta jest
idea całości. Gdzie jednak może mieścić się ta najmniejsza część? Być
może krokiem do odkrycia zagadki będzie jedna z nowych wersji
kwantowej teorii grawitacji opisana przez Jana Ambjorna,
Jerzego Jurkiewicza i Renate Loli w artykule
Samoorganizujący się kwantowy Wszechświat (Świat Nauki nr
8/2008). Zacytujmy autorów: Obecnie badamy obszary o jeszcze
mniejszych rozmiarach. Być może Wszechświat jest w nich fraktalny, co
oznaczałoby, że nie składa się z żadnych niepodzielnych cegiełek w
rodzaju strun lub atomów czasoprzestrzeni, lecz jest nieskończenie
podzielny: struktury pojawiające się tuż po przekroczeniu
pewnej granicznej skali powtarzają się bez końca w skalach coraz
mniejszych.
Jeżeli cała
czasoprzestrzeń sprowadza się do struktur fraktalnych, w praktyce
mogłoby to oznaczać, że sposób, w jaki są przygotowywane leki
homeopatyczne – polegający na rozcieńczaniu i wstrząsaniu
substancji pierwotnej np. pochodzenia roślinnego czy zwierzęcego –
może prowadzić właśnie do uporządkowania fraktalnego wzorca
czasoprzestrzeni charakterystycznego dla danej substancji. Istnieje
zatem teoretyczna możliwość, że lek homeopatyczny wzmacnia i
przekazuje informację o fraktalnym wzorcu materii pierwotnie w nim
zawartej. Być może to porządkowanie ma naturę sinusoidalną podobną do
fali, czego dowodem może być sposób detekcji wysokich rozcieńczeń
poprzez układy białkowe. Ostatnio zaczynają się pojawiać badania
wskazujące na możliwy fizyczny wymiar działania leków
homeopatycznych.
Wspomnijmy przy okazji,
że chorobotwórczy wpływ bakterii również negowano tylko dlatego,
że nie umiano go potwierdzić, a twórca antyseptyki, angielski
chirurg Joseph Lister był wyśmiewany przez współczesnych mu
badaczy.
Na
obraz i podobieństwo, czyli co jest do czego podobne
Gdyby w leku
homeopatycznym rzeczywiście udało się zawrzeć jakiś fundamentalny,
fraktalny wzorzec, co by to mogło oznaczać w praktyce? Być może
zbliżamy się tu do platońskich idei – matematycznych bytów
opisujących wyższą rzeczywistość. Nie można wykluczyć, że np.
fraktalny wzór konkretnej rośliny, tożsamy dla całego ich gatunku,
współgra z jakimś dynamicznym stanem naszego organizmu. W istocie nie
ma substancji chemicznych, które po ich przyjęciu nie wpływałyby w
charakterystyczny dla siebie sposób na nasz organizm, psychikę i
emocje.
W większości przypadków
potrafimy szybko i bez problemu wyczuwać i klasyfikować analogiczne
stany emocjonalne u innych ludzi. Być może jest tak, że każdy z nich
można opisać konkretnym wzorem – zgodnym dla całej grupy
podobnych doświadczeń. Ze stanem emocjonalno-psychicznym wiąże się
zaś odpowiadający mu stan fizjologiczny.
Homeopaci praktycznie od
początku starają się takie wzorce rozpoznawać i przypisywać je
konkretnym lekom. Efektem tej mrówczej pracy, zapoczątkowanej na
przełomie XVIII i XIX wieku przez Samuela Hahnemanna i
wprowadzającej jako podstawę metodologii badawczej próby lekowe, są
mniej lub bardziej udane książki zawierające zbiory objawów z
wyliczonymi lekami (Repertoria homeopatyczne) i inne
publikacje z całościowymi opisami obrazów lekowych
(Homeopatyczne Materia Medica). Na tej właśnie podstawie leki
ordynuje się pacjentom. Lek homeopatyczny przyjęty do organizmu ma
wzmacniać chorobowy (nieadekwatny) stan (podobnie jak dzieje się to
w przypadku interferencji fal), czego wynikiem są obserwowane przez
homeopatów pierwotne pogorszenia homeopatyczne. Tylko
wzmocnienie sygnału pozwala na jego dostrzeżenie i właściwą
odpowiedź, bo wcześniej organizm po prostu nie widzi zagrożenia.
Zauważmy, że w efekcie z jednej strony, organizm działa zgodnie ze
wspomnianym prawem przekory, reagując na nasilenie wygaszeniem danych
reakcji (na ile to dla niego jest możliwe), a z drugiej – uczy
się takie wyraźniejsze sygnały lepiej odczuwać. Mogłoby to zatem
poprawiać adekwatność jego reagowania (organizm byłby w stanie lepiej
korygować swoją równowagę, trafniej rozpoznawać błędy odbioru
rzeczywistości). Leki homeopatyczne stymulowałyby w ten sposób
regulację organizmu. Zamiast wykonywać za niego pewną pracę, jak
to się dzieje w przypadku farmaceutyków chemicznych, mobilizowałyby
go do samodzielnej aktywności. Tym samym ich działanie zawierałoby
się w ramach tzw. placebo, czyli możliwości organizmu
wpływania na samego siebie, ale byłoby też swoistego rodzaju
regulatorem tego placebo. Jest więc prawdopodobne i zarazem
logicznie uzasadnione, że homeopatia otwiera przed nami inny sposób
leczenia, prowadzący do rzeczywistego zdrowia, u którego źródeł leżą
najgłębsze prawa Natury.
Gdzie
są granice działania homeopatii?
Skoro homeopatia działa,
dlaczego nie jest stosowana powszechnie, czemu wiąże się z nią tyle
wątpliwości i sceptycyzmu? Wynika to z kilku powodów. Pierwszym z
nich okazuje się organizm. Jesteśmy przyzwyczajeni do szybkich i
efektownych działań. Coś nas boli – ma przestać. Coś się z nami
dzieje – natychmiast domagamy się, by było lepiej. Jednak nie
każdy organizm i nie zawsze potrafi tak szybko reagować, nie mówiąc o
tym, że pewne procesy wymagają dłuższej transformacji.
Ponieważ homeopatia
opiera się na reakcjach organizmu, zarzuca się jej, że nie działa
dostatecznie szybko. Z jednej strony to nie prawda, bo w sytuacjach
ostrych, które nie są podbudowane głęboką patologią, trafnie dobrane
intensywne leczenie homeopatyczne działa niemniej szybko i sprawnie
jak najlepsze farmaceutyki. Z doświadczeń homeopatów wynika, że
wiele nagminnych chorób u dzieci mogłoby być leczonych wyłącznie przy
użyciu homeopatii. Jeśli jednak zamiast wyleczenia żądamy
obniżenia temperatury, które w większości przypadków nie ma
dowiedzionego uzasadnienia (a jest przecież fizjologicznym sposobem
obrony przed infekcją), to homeopatia na pewno się tu nie sprawdzi.
Z drugiej strony,
homeopatia nie może szybko zadziałać tam, gdzie wyczerpały się
możliwości organizmu, a jego stan jest głęboko utrwalony. Organizm
funkcjonujący przez lata w sposób patologiczny nie jest w stanie od
razu (a czasem w ogóle) podjąć odpowiednich kroków. Lek homeopatyczny
nie będzie skuteczny również w sytuacjach, gdy występuje wrodzony
brak możliwości działania organizmu, bowiem granice homeopatii
leżą właśnie tam, gdzie leżą granice możliwości organizmu. Są one
jednak częstokroć bardzo rozległe, a przy tym mogą się poszerzać. Tak
jak zwiększa się sprawność rehabilitowanej osoby, tak samo organizm
poddawany działaniu leków homeopatycznych przestraja się i
zwiększa swoje możliwości fizjologiczne. Jednak stan taki nie pojawia
się natychmiast. Poprzedza go długi i mozolny proces, przypominający
uczenie się lub regularne ćwiczenia fizyczne.
Homeopatia u wielu
chorych, szczególnie osób z utrwalonymi chorobami przewlekłymi, nie
zastąpi leczenia chemicznego, chociaż i w takich przypadkach może
skutecznie pomóc, podobnie jak pomaga niedoceniony przez większość
lekarzy ruch i inne formy terapii. Jednak jej najważniejszym polem
działania powinno być – a w praktyce jest już obecnie –
budowanie harmonijnego zdrowia od najmłodszych lat.
Dziś największą
przeszkodą dla powszechnego stosowania homeopatii są dotychczasowe
efektowne osiągnięcia dominującego obecnie wzorca medycznego. Dzięki
niemu ujarzmiliśmy wiele chorób zakaźnych i potrafimy w większości
przypadków ograniczać i niwelować cierpienia. Jednocześnie próbujemy
nie dostrzegać faktu, że np. na niewątpliwy sukces antybiotykoterapii
kładą się cieniem coraz częstsze zakażenia wysoce opornymi
superbakteriami. Czy zabijanie bakterii, będących bezpośrednią
przyczyną powstania objawów, leczy chorobowy nieadekwatny stan
organizmu, który pozwolił na wniknięcie patogenów i rozwój choroby,
czy raczej pomaga go utrwalić, a efektem tego utrwalenia może być
inna, częstokroć bardziej przewlekła choroba i odmienne objawy? W
homeopatii taki proces pozornego leczenia określa się mianem
stłumienia.
Czasami rzeczywiście
trzeba zastosować antybiotyk i może to być najlepsze działanie w
konkretnej sytuacji, pomagające organizmowi przeżyć lub uniknąć
nieodwracalnego kalectwa. Nie powinno się to jednak stać istotą
leczenia, co potwierdzają między innymi częste nawroty infekcji u
dzieci. Sednem ich problemu są w większości niewspółmierne
(nieadekwatne) emocje powodujące obniżenie sprawności układu
odpornościowego, a nie mało zjadliwe bakterie, które to osłabienie
wykorzystują.
Brak nękających objawów i
przedłużenie życia w przypadku wielu osób okazują się na obecnym
etapie zadowalające. Czy tego rodzaju podejście będzie wystarczające
w przyszłości? Czy takie leczenie prowadzi do radosnej starości? O
wiele trudniej nauczyć się kontrolować swój organizm, niż ulegać
zachciankom. Medycyna na bazie swoich sukcesów stwarza nadzieję, że
– obojętnie jak postępujemy – znajdą się środki, by
zapobiec niepożądanym konsekwencjom naszych działań. Homeopatia
również nie zastąpi refleksji i konieczności dokonywania wyborów, ale
stwarza szansę uruchomienia uwalniających od problemów mechanizmów,
które zapisane w ciele, towarzyszyłyby organizmowi przez całe życie.
To z kolei pomaga nawiązywać lepszy kontakt z rzeczywistością,
zwiększa poczucie realizmu, pozwala stawać się odpowiedzialnymi za
własne zdrowie i życie. Czy i jak te możliwości wykorzystamy, zależy
od nas samych.
Homeopatyczne
kontrowersje
Wprawdzie homeopatia
rozwija się od ponad 200 lat, jednak nie oznacza to, że jest systemem
dojrzałym i jednolitym. Przeciwnie, zajmując się nią można odnieść
wrażenie, iż chodzi o system podzielony na różne frakcje i odłamy. Z
jednej strony mamy do czynienia z homeopatią stosowaną według
klasycznych zasad, z pojedynczymi, indywidualnie dobranymi,
oszczędnie dawkowanymi lekami, z drugiej zaś, coraz bardziej
popularne stają się leki złożone, mające zadziałać objawowo i
konkurować z medycyną chemiczną. Pomiędzy tymi biegunami uplasowało
się sporo różnych pomysłów na dobór najlepszego leku homeopatycznego,
w których mogą się zagubić nawet sami homeopaci, zaś laicy taki
terminy jak terapia sekwencyjna, dobieranie leków według królestw,
czy miazm będą kojarzyć raczej z magią niż leczeniem ludzi. Po
części przyczynił się do takiego stanu rzeczy sam twórca homeopatii,
Samuel Hahnemann.
Jego odkrycia dawały
zadziwiające efekty praktyczne, ale jednocześnie Hahnemann nie
zezwalał innym na zbyt swobodne rozwijanie tej metody i nie tylko
odżegnywał się od jakiejkolwiek współpracy z lekarzami alopatami, ale
wręcz był do nich nastawiony wrogo. Prawdopodobnie bez takiego
podejścia nie byłoby szansy na rozwój tej metody. W konsekwencji
jednak zaowocowało ono późniejszym rozkwitem licznych nurtów
homeopatii, co w XX wieku doprowadziło do jej kryzysu. Wszystko to
nie służy poważaniu i uznaniu homeopatii w szerokich kręgach
medycznych, a obecny stan rzeczy pogłębiają również sami homeopaci
wychowani przecież na obowiązujących zasadach walki z
chorobą. Ulegając medycznym oczekiwaniom, częstokroć poszukują
cudownego leku, który ma szybko wyleczyć organizm. Pospieszne i
powierzchowne próby uwalniania od chorób przewlekłych przy użyciu
leków homeopatycznych obracają się przeciwko tej metodzie. Jak
wykazano w doświadczeniu Endlera na kijankach, izopatyczna (ta sama)
substancja przygotowana homeopatycznie w pierwszej fazie niweluje
działanie substancji chemicznej, lecz przy częstym podawaniu
następuje konwersja, czyli odwrócenie działania. Mówiąc innymi słowy,
doświadczenie udowadnia działanie leku, ale sama istota leczenia
homeopatycznego okazuje się przeciwna. Jest nią właśnie owa
konwersja, słynne pogorszenie homeopatyczne, unikane przez
niektórych homeopatów i krytykowane przez lekarzy, mimo że tu właśnie
tkwi istota powrotu do zdrowia, sens dezintegracji pozytywnej. Nawet
spora część osób zajmujących się homeopatią wydaje się tego nie
dostrzegać i nie doświadcza dobroczynnego działania częściej
powtarzanych leków w wysokich potencjach. Takiemu rozwojowi
homeopatii nie sprzyja również wrogie nastawienie środowiska
lekarskiego ani stronniczość krytycznych wobec niej publikacji
prasowych.
W efekcie już od stuleci
trwa wojna homeopatów i alopatów. Pamiętajmy, że w czasach, gdy
żył Hahnemann, stosowano oczyszczanie rtęcią i powszechne były upusty
krwi (jedną z ich prawdopodobnych ofiar stał się prezydent Stanów
Zjednoczonych Jerzy Waszyngton). Od tego czasu medycyna
diametralnie zmieniła swoje oblicze i wycofała się z takiego
leczenia, jednak pada na nią cieniem nadal obowiązująca, ta sama idea
walki z objawami.
Homeopatia –
niezmienna w swej zasadzie – stara się obecnie pogodzić
wieloletnie doświadczenia homeopatów ze współczesną wiedzą na temat
fizjologii i patologii organizmu. Z pokolenia na pokolenie pojawiają
się ciągle nowe osoby, które widzą w tej metodzie coś więcej niż
zwykłe placebo i które nie chcą wojować, a jedynie dążą do poprawy
zdrowia.
Homeopatią zajmują się
przeważnie lekarze, którzy nie mają za sobą bogatych firm, pieniędzy
z grantów, stypendiów itp. Mimo to – oprócz pracy z pacjentami
– większość z nas z własnych środków finansuje udział w kursach
i seminariach, a wielu stara się szkolić innych homeopatów i rozwijać
metodę. Działający głównie w swoich gabinetach homeopaci wspierani są
również przez garstkę niezależnych czy zrzeszonych w GIRI (Groupe
International de Recherche sur l'Infinitesimal) naukowców. Z
pewnością nie są to wystarczające siły, by zunifikować teorię i
praktykę homeopatii wbrew narastającemu dążeniu do wyeliminowania
konkurencyjnej metody przez środowisko lekarskie, wspierane przez
koncerny farmaceutyczne.
Czy naprawdę musi
dojść do głębokiego kryzysu obecnej ochrony zdrowia, z załamaniem
przyrostu długości życia całej populacji, żebyśmy zrozumieli, jaką
drogą kroczymy? Czy dyskredytowanie homeopatii nie jest sposobem
odwrócenia uwagi od niedopatrzeń systemowych medycyny i eliminowania
ze środowiska lekarskiego krytyków, którzy mogliby stanąć na drodze
do pomnażania zysków? Lekarze
homeopaci, podobnie jak wszyscy lekarze, popełniają błędy, ale
odbieranie pacjentom możliwości alternatywnego sposobu
podejścia do zdrowia jest często skazywaniem ich na cierpienie. Wielu
chorym, którym ulgę przynieśli homeopaci – a sam mam w swojej
praktyce sporo takich osób – konwencjonalna medycyna nie była w
stanie pomóc w takim stopniu, w jakim uczyniła to właśnie homeopatia.
I z tego powodu uważam wspomniane traktowanie homeopatii za wysoce
niehumanitarne. Czy jedynie słuszną drogą ma być przewlekłe
niewolnictwo lekowe, któremu hołduje coraz większa część
społeczeństwa?
Różne pojmowanie zdrowia
doprowadziło obecnie do starcia dwóch światopoglądów dotykających
samej istoty człowieczeństwa. Z jednej strony mamy do czynienia z
podejściem konsumpcyjnym, w którym za usuwanie objawów choroby i
przedłużanie życia trzeba płacić coraz wyższą cenę, z drugiej –
z podejściem rozwojowym, jakie wiąże się z długotrwałym procesem
przebudowy samego siebie, brania odpowiedzialności za swoje życie i
zdrowie. Z jednej strony stosowane są farmaceutyki chemiczne
narzucające organizmowi swoje działanie, z drugiej leki
homeopatyczne, stymulujące go do reagowania. Wbrew
pozorom rzecznicy obu kierunków często dostrzegają wzajemne
osiągnięcia i niedostatki. Lekarze homeopaci wcale nie uważają, iż są
w stanie wyleczyć nowotwory i nie odstawiają bezkrytycznie leków
chemicznych, co im się niesłusznie przypisuje. Najczęściej potrafią
rozpoznać ograniczenia swojej metody i nierzadko współpracują z
innymi lekarzami. Z kolei lekarze alopaci, zachęcani chemicznym
opanowywaniem dolegliwości, starają się łagodzić efekty uboczne
serwowanych przez siebie specyfików i w dużej mierze nie negują wielu
pozytywnych działań homeopatów, przypisując je jednak nie samej
metodzie, lecz czasowi poświęconemu chorym. Dla dobra pacjentów obu
grupom lekarzy powinno zależeć na wzajemnej współpracy, bez której
istota zdrowia będzie ciągle wypaczana.
Mimo
wielu lat, jakie upłynęły od wydania książki Racjonalna
diagnoza i leczenie; Wprowadzenie do medycyny wiarygodnej czyli
Evidence-Based Medicine,
zawarte w niej podsumowanie przez autorów stanu obecnej wiedzy
medycznej i perspektywy jej rozwoju w pełni zachowuje swoją
aktualność. Piszą oni m. in.: W
większości dziedzin nasza wiedza jest nadal powierzchowna i niepełna.
W najbliższych latach biologia molekularna bez wątpienia pozwoli
lepiej zrozumieć proces chorobowy. Ale jest całkiem możliwe, że od
tradycyjnego sposobu myślenia odejdziemy o wiele dalej. (…)
Posługiwaliśmy się (w
jednym z rozdziałów – przyp. aut.)
pojęciem „modelu mechanicznego”, które mogło się wydawać
pewnym uproszczeniem. Wybór ten można jednak usprawiedliwić racjami
filozoficznymi. Myślenie naukowe w ogóle, a myślenie fizjologiczne
szczególnie, ma charakter „mechaniczny” w tym sensie, że
opiera się na newtonowskim obrazie świata, czyli świata, w którym
obowiązują proste prawa przyrody. W ciągu ostatnich kilkudziesięciu
lat powstało jednak wiele nowych, rewolucyjnych idei, które istotnie
zmieniają nasz pogląd na przyrodę. Pojawiły się nowe terminy i,
zależnie od podejścia, mówi się o teorii złożoności, dynamice
nieliniowej, teorii chaosu, teorii fraktali, czy też teorii otwartych
samoorganizujących się systemów. Te
nowe pojęcia mogą nam istotnie pomóc w zrozumieniu twórczego
charakteru i rosnącej komplikacji organizmów żywych. Nauka
newtonowska nie potrafiła tego wyjaśnić. I
dalej: Niepodobna
przewidzieć przyszłego rozwoju; z całą jednak pewnością można
stwierdzić, że nowy światopogląd będzie miał głęboki wpływ na
myślenie medyczne oraz nasze rozumienie procesu chorobowego.
Może
już dzisiaj warto spróbować zapoczątkować zmiany, o których mówią
autorzy Racjonalnej
diagnozy i terapii opartej na EBM?
Nawet jeżeli przyjmiemy, że homeopatia to tylko placebo (z czym się
nie zgadzam), możemy zauważyć dwa pozytywne dla rozwoju medycyny i
koncepcji zdrowia (acz często niewygodne dla samych lekarzy i
przemysłu farmaceutycznego) aspekty homeopatii: 1.
Homeopaci potrafią niejednokrotnie wspomóc wewnętrzne mechanizmy
zdrowienia ograniczając przy tym przyjmowanie leków chemicznych. 2.
Reprezentują oni inny sposób widzenia zdrowia i choroby, wskutek
czego są naturalnymi oponentami wobec obecnie obowiązującego
paradygmatu medycznego.
Medycy
konwencjonalni powinni to docenić i wykorzystać dla zdrowia
pacjentów, anie deprecjonować i negować homeopatię, jak czynią
dotychczas, bowiem nie mają monopolu na zdrowie.
Dialogowi nie sprzyja również przyjęte za plecami homeopatów
stanowisko Naczelnej Rady Lekarskiej negatywnie oceniające
homeopatię. Nie sprzyjają mu też działania rządu zmuszające
producentów leków homeopatycznych do niewspółmiernie wysokich i
niczym nieuzasadnionych, w stosunku do specyfiki produkcji, opłat za
rejestrację poszczególnych leków. Nawet, jeśli w leku niczego
nie ma, ręczne
wytworzenie jego wysokiej potencji zajmuje kilka miesięcy pracy, a
takich specyfików istotnych dla homeopatów mogą być nawet setki. Bez
różnorodności pojedynczych leków homeopatycznych prawdziwie
poszukujący homeopaci nie będą mogli rozwijać swojej dziedziny,
rodzima produkcja upadnie, a państwo na tym straci. Przy rosnącym
zapotrzebowaniu na alternatywne sposoby leczenia takie działania
spowodują przejęcie metody przez osoby przypadkowe, często bez
wykształcenia medycznego, które w dodatku będą zmuszone do stosowania
dostępnych, podstawowych leków w niskich potencjach. Wszystko to –
zamiast zapewnić rozwój – prowadziłoby do wypaczenia metody.
Niektórych
być może ucieszyłoby to. Oni jednak z pewnością nie mieli okazji
przekonać się, jak wiele mogą zdziałać leki homeopatyczne
np. w przypadku urazów. Ja
miałem okazję obserwować, jak dzięki temu pacjenci opanowywali stres
towarzyszący takiej sytuacji, a ich tkanki goiły się na tyle szybko,
że wywoływało to zdziwienie opiekujących się nimi lekarzy.
To
dobra okazja do przeprowadzenia dużego badania skuteczności
homeopatii, jednak obecnie
homeopaci nie mają możliwości, a alopaci woli, by inicjatywę tę
zmaterializować. Może, zamiast krytykować homeopatię za
brak badań klinicznych, dla dobra pacjentów warto byłoby umożliwić
takie badania na oddziałach urazowych, do których homeopaci ze swoim
placebo nie mają dostępu?
Wszak z punktu widzenia obowiązujących obecnie w medycynie kanonów
trudno sobie wyobrazić mniej inwazyjne badanie, a największym
problemem pozostawałaby w tym przypadku (paradoksalnie) kwestia
rzetelności podawania takich leków przez osoby do nich nieprzekonane.
Leki te oczywiście nie zastąpią operacji, ale mogłyby wspomóc proces
gojenia i radzenia sobie przez pacjenta z powstającymi w takich
sytuacjach emocjami.
Nie
nawołujemy do tego, by w obecnej medycynie wprowadzać jakieś
radykalne zmiany. Oczekujemy jedynie, by nie deprecjonować homeopatii
w imię jedynie słusznej
ideologii medycznej.
Jeśli lekarzom homeopatom pozwoli się działać, wartość stosowanej
metody zweryfikuje samo życie.
Osobiście
jestem głęboko przekonany o tym, że homeopatia przynosi chorym wiele
korzyści. Potwierdza to
ostatnia inicjatywa szwajcarskich pacjentów, którzy zwrócili się do
parlamentu o głosowanie nad przywróceniem cofniętego refundowania m.
in. leczenia homeopatycznego. Rozsądnym krokiem, zabezpieczającym
przed atakami co bardziej gorliwych kolegów, byłoby ustanowienie
prawnej gwarancji uprawiania homeopatii przez lekarzy. W Polsce
lekarze homeopaci, podobnie jak wszyscy inni, podlegają jurysdykcji
własnego środowiska, a poprzez zrzeszanie się w stowarzyszeniach
dbają o jakość szkoleń homeopatycznych. Zniechęcanie do takiego
działania spowoduje przejęcie homeopatii przez osoby, nad którymi
środowisko medyczne, mimo usilnych starań, nie ma w praktyce żadnej
kontroli. Trudno bowiem sądzić, że rosnące zainteresowanie tą formą
terapii nagle osłabnie, tym bardziej, że stosowanie leków
homeopatycznych jest w Unii Europejskiej prawnie dozwolone (np. w
Niemczech szkolenia lekarzy w zakresie homeopatii są oficjalnie
uznane przez tamtejszą Izbę Lekarską). Dopuszczalność stosowania
leków homeopatycznych w Polsce potwierdzają także Ministerstwo
Zdrowia i Naczelna Rada Aptekarska.
Dziękuje
wszystkim, którzy ten tekst przeczytali i podzielili się ze mną
swoimi uwagami.
Źródło: Strona
internetowa www.homeopathica.pl
Tekst oryginalny autor
zaopatrzył w przypisy, które tu, z powodów technicznych, zostały
usunięte.
Od
redakcji: Przypomnijmy, że lek. med. Tomasz Kokoszczyński –
autor niniejszego opracowania, które udostępniliśmy Czytelnikom
Nieznanego Świata w nr 3 i 4, jest specjalistą medycyny rodzinnej,
Krajowym Wiceprezydentem na Polskę Międzynarodowej Medycznej Ligi
Homeopatycznej (National Vice-President LMHI for Poland), oraz
sekretarzem Polskiego Towarzystwa Homeopatycznego. Tytuły
obu części pochodzą od redakcji.
